Scofferchef w sposób oczywisty nawiązuje do Masterchefa, z tą jednak różnicą, że wychwala pod niebiosa proste i niekoniecznie zdrowe potrawy. Przepisy są sprawdzone i autor faktycznie je poleca. Jednakże gotowanie ze Scofferchefem pełne jest ironii i kpiny z co bardziej udziwnionych potraw. Blog adresowany jest też do osób poszukujących ciekawych informacji kulinarnych z kraju i ze świata.

Świat Dysku od kuchni. Klatchańska kawa, orakh, skubbo, paszteciki Dibblera, zapiekanka oracza i inne specjały

Lista filmów kulinarnych

Niebiańska Zupa Biedronki i Czarnego Kota

Strony

środa, 27 lipca 2016

Coś, co każdy powinien spróbować będąc w Tajlandii, Chinach i Turcji - przysmaki, które sprzedawca przygotowuje na oczach klienta. Niewątpliwie już samo to jest atrakcją turystyczną, a trzeba przyznać, że efekt końcowy prezentuje się niezwykle apetycznie i świeżo. Uwaga! Można dostać ślinotoku! Przed obejrzeniem filmików koniecznie zjedz coś słodkiego.


Nie wiem czy smaczne, ale na pewno świeże - jedyne, niepowtarzalne lody prosto z Tajlandii!


Karmel na patyku w kształcie smoka? Takie rzeczy tylko w Chinach!


I znowu Chiny. Przed Wami kolorowa wata cukrowa w kształcie kwiatu lotosu. Aż ślinka cieknie na jej widok, mniam!


Powyższy przysmak pochodzi z Turcji i nazywa się macun. W jego skład wchodzi m.in.: bergamotka, cynamon, mastyks, mięta, róża, cytryna i śliwki. Ten niezwykły lizak w konsystencji przypomina miękkie toffi, w smaku zaś jest słodko-pikantny. 
Co ciekawe, tradycja tego cukierka ma już prawie 500 lat. Tradycyjny Mesir Macunu jest traktowany jako lekarstwo, które wzmacnia ciało i uspokaja ducha. Warto też dodać, że zawiera aż 41 różnych ziół i przypraw, w tym niestety anyż i kminek...

czwartek, 21 lipca 2016

Drodzy cukromaniacy!
Podczas pogoni za Ciekawostkami z YouTube udało mi się znaleźć ten niezwykle interesujący filmik kulinarny użytkownika DaveHax:
DaveHax pokazuje nam jak zrobić czekoladowy odlew butelki Coca-Coli wypełniony po brzegi małymi, czekoladowymi jajkami. Oczywiście zamiast jajek można włożyć do środka inne słodycze np. kolorowe draże lub orzeszki w czekoladzie. Zwłaszcza, że prezentowane w filmie Mini Eggs firmy Cadbury są niestety niedostępne w Polsce. Wielka szkoda, bo muszę przyznać, że są naprawdę wyśmienite... ta chrupiąca skorupka i delikatny środek z mlecznej czekolady. Mniam! W każdym razie, cokolwiek byście tam nie wsadzili i tak całość będzie prezentowała się bardzo efektownie. 

Wydaje mi się, że jest to doskonały pomysł nie tylko na prezent dla dziecka, ale także dla fanów Coca-Coli oraz osób, które tak jak ja kochają słodycze i niespodzianki. Ponadto, taki własnoręcznie wykonany nietuzinkowy smakołyk będzie cieszył się zainteresowaniem na każdym przyjęciu.

Czekoladową butelkę możemy postawić na stole przy oryginalnej Coca-Coli, położyć obok mały młoteczek i spokojnie czekać na reakcję gości. Warto sfilmować zwłaszcza reakcję najmłodszych, gdy po rozbiciu butelki wysypią się z niej kolorowe słodycze (oczywiście najlepiej, jeśli są to też ulubione łakocie solenizanta).

Pomysł z czekoladowym odlewem i kolorową wkładką uważam za naprawdę zacny, dlatego filmik zaliczam do kategorii inspiracji kulinarnych. A więc czekolada w dłoń i do dzieła!

Fot. screen z youtube.com, kanał DaveHax

niedziela, 17 lipca 2016

Chrupiące pianki w polewie czekoladowo-krówkowej

Cukrzykom i osobom na diecie stanowczo odradzam dalszego czytania. Przepis udostępniam tylko tym szczęśliwcom, którzy mogą jeść co chcą, kiedy chcą i jak chcą. I czynią to z wielką radością. 
Drodzy miłośnicy cukru! Metodą prób i błędów udało mi się uzyskać najbardziej słodki deser wszechczasów, którego konsystencja zadowoli nawet najbardziej niezdecydowaną osobę. Od spodu znajduje się krucha, dobrze przypieczona czekolada; w środku zaś rozlewa się miękka i jednocześnie ciągnąca masa, która w trakcie żucia cudownie twardnieje niczym najlepsza beza; natomiast na samym wierzchu znajduje się twarda, dobrze przypieczona piankowa skorupa, dzięki której możemy zrobić klasyczne CHRUP!

A oto i moje tajemnicze składniki:
- marshmallows o smaku waniliowym, truskawkowo-waniliowym i owocowo-waniliowym;
- polewy o smaku mlecznej i białej czekolady oraz o smaku krówki. 


Zaczynamy od przygotowania polewy, czyli standardowo wrzucamy opakowanie z polewą(w tym wypadku: sztuk trzy) do garnka z gorącą wodą i czekamy aż wszystko się rozpuści. W międzyczasie próbujemy wszystkich pianek i staramy się wyczuć inny smak niż waniliowy. Gdy już dojdziemy do wniosku, że wszystkie pianki smakują tak samo, wyjmujemy polewy. W przeciwnym razie czekamy jeszcze 5 minut.
Gotowi? No to lejemy!


Gdy już mamy trochę tego i tamtego, trochę tu i trochę tam - kończymy polewowe szaleństwo (trzy saszetki powinny nam spokojnie starczyć na 9 razy, więc nie lejcie za dużo za pierwszym razem).
Następie układamy pianki tak, by smerf Maruda wąchał stopy Ważniakowi, a Śpioch opierał się nosem o inną piankę. To bardzo ważne! Pamiętaj, by się nie pomylić. I staraj się upchnąć jak najwięcej pianek, im więcej tym lepiej.


Gdy już porobiliśmy odpowiednią ilość zdjęć, wrzucamy nasze dzieło kulinarne do kombiwaru*. Temperaturę ustawiamy na chybił trafił z zakresu od 180 do 250°C i pieczemy do momentu uzyskania przez pianki zadowalającego nas koloru. Moim zdaniem najsmaczniejsze są mocno przypieczone.
* Nie posiadam piecyka ani mikrofali, więc wszystko co mam do upieczenia/podgrzania wrzucam do kombiwaru.


I gotowe! Zajadajcie, póki gorące. Jak polewa ostygnie, niestety nie będzie już tak smaczna i w dodatku trzeba ją będzie zeskrobywać. Tak więc, łyżeczki w dłonie i do boju!

BON APPÉTIT!
Dietetyk płakał jak to czytał.
Zdjęcia osobiście wykonał Scoffer, tym razem pożyczonym aparatem.

czwartek, 14 lipca 2016

Czy podróbki są tak samo smaczne jak oryginały? 


1. Niebieskie kulki miały być cukierkami o smaku jagodowym, a tak naprawdę są o smaku gumy balonowej. Smakowo niby nie jest najgorzej, wygląd też niczego sobie, ale... no właśnie.. to złowróżebne "ale". Ten smak jest po prostu dziwny, trudno go zidentyfikować: na początku jest to zdecydowanie guma balonowa, a potem naprawdę nie wiem, takie nie wiadomo co. Smak sztuczności, a może to po prostu miał być smak gumijagód? Nic dziwnego, że Gumisiom po nich tratatata.
Słodkie nie wiadomo co.

2. Zielono-różowy żelek o smaku melona okazał się żelkiem o smaku melona! Hurra! Ale żeby nie było zbyt optymistycznie to kwaśnego proszku jest zbyt mało, by miało to wpływ na ogólny smak. A szkoda. Środek super - naprawdę bardzo smaczny, natomiast otoczka beznadziejna - mniej więcej tak jakbyście jedli kabel. Co prawda owocowy kabel, ale nadal kabel. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że smak melona jeszcze przez długi czas pozostaje w ustach, a nawet idzie za nami do domu. Entuzjaści spożywczych kabli z pewnością będą zachwyceni, ja jednak podziękuję za takie dziwactwo, ewentualnie mogę zjeść sam środek.
Może dziwny żelek jest przysmakiem elektryków?

3. Guma rozpuszczalna. Określę ją jednym słowem - nijaka. Niby się rozpuszcza, ale wyraźnie czuć pojedyncze kryształki (mam nadzieję, że cukru). Niby ma jakiś smak, ale jest on strasznie chemiczny (chyba najgorsze było zielone jabłuszko - człowiek ma wrażenie, że zjada odświeżacz powietrza). Niby jest lekko kwaśna, ale wszystko razem jest po prostu nijakie.
A co jeśli to wcale nie jest guma rozpuszczalna tylko pierwsze stadium odświeżacza powietrza?

4. Piramidki o smaku kiczu. Lubię cukier i białą czekoladę, ale co to ma być do jasnej ciasnej?! Nie wiem jaki był zamysł producenta... zniechęcić po pierwszym gryzie? Częstować tylko wrogów? Jedyny plus, a musicie wiedzieć, że jeśli chodzi o słodycze to jestem wzorem tolerancji, no więc jedynym plusem jest wygląd tego "przysmaku". Jednak pomijając wygląd, zarówno piramidka truskawkowa jak i śmietankowa to totalna porażka. Sytuacji z pewnością nie ratują kolorowe kuleczki na spodzie, gdyż smakują one jak najgorsza posypka do ciast, którą zresztą prawdopodobnie są.
Pan Wielbłąd jest naprawdę zdegustowany moimi piramidkami...

5. Łamiszczęki. To już zupełna porażka. Z prawdziwymi łamiszczękami łączy je tylko wygląd i nazwa. Skorupa jest mniej więcej tak twarda jak guma rozpuszczalna podgrzana suszarką. Moje zęby bez problemu wchodzą w kulkę. Cóż można powiedzieć o biedronkowych łamiszczękach oprócz tego, że są to najzwyklejsze gumy balonowe? Może tylko to, że są zdecydowanie za słodkie (nie wierze, że to mówię!) i praktycznie bez wyrazu. Jedyny plus to taki, że można z nich robić spore balony. Ale bądźmy uczciwi - kulka jest duża, więc trudno żeby z takiej ilości gumy nie powstawały duże balony...
W biedronkowych łamiszczękach jest więcej cukru, niż cukru w cukrze. Niesamowite! Jak oni to robią?

Podsumowując: nie polecam. Przyjemność z jedzenia żadna. Naprawdę bardzo bardzo słabe podróbki. Za tę cenę lepiej kupić zwykły cukier i napić się słodkiej herbaty. A tak na serio, jeśli zależy nam tylko na wyglądzie - np. potrzebujemy efektownych, ale tanich słodyczy - to biedronkowe podróbki doskonale się do tego nadają. Odradzam natomiast częstowania tymi wynalazkami: 1) osób, na których nam zależy 2) smakoszy 3) osób o delikatnym podniebieniu. 

Co zrobić, gdy kupimy słodycze, które apetycznie wyglądają, ale niestety fatalnie smakują? Można zrobić takie oto zdjęcie i sprzedać je za 10 000 euro.
 

Chce ktoś kupić? Cukierki gratis!!

Pierwsze i ostatnie zdjęcie wykonał Scoffer swym zajebistym aparatem.

wtorek, 12 lipca 2016

Cykoria

Jako wielki miłośnik cykorii zdradzę Wam pewną tajemnicę. Jak pewnie zauważyliście niektóre potrawy smakują lepiej, jeśli są drobno pokrojone (to taka arystokracja wśród dań – fit i trendy. Nie zadają się z grubo ciosanym plebsem, a ich największym koszmarem jest zbędny tłuszczyk, dlatego codziennie rano ćwiczą z Chodakowską), a inne wręcz przeciwnie (i tu panuje zasada im grubsze tym lepsze). Dzisiaj zajmiemy się grupą, której członkowie wyglądają jak po spotkaniu ze ślepym nożownikiem.

Przepis na potrawę roku

Teraz nadszedł czas na wyjawienie tajemnicy cykorii. Otóż najlepiej smakuje przyrządzona w sposób barbarzyński, czyli  na surowo i pokrojona w chamskie pasy grubości 12 mm. Dodajemy trochę oleju słonecznikowego, octu winnego z czerwonego wina i soli morskiej - proporcje według własnego uznania, aczkolwiek radzę nie przesadzać z octem. I tyle. To jedyny przepis, który w pełni wykorzystuje walory cykorii: jej kruchość, soczystość, zwięzłość i słodycz.

Słodko-gorzka

Osobiście uważam, że najlepszą częścią cykorii jest fantastycznie chrupiący kłąb oraz jasnożółte listki. Wbrew powszechnie panującej opinii środek cykorii wcale nie jest gorzki (owszem kłąb u nasady jest gorzki, ale reszta to zwykłe plotki i pomówienia). Właściwie wyhodowana i przechowywana cykoria powinna być w zupełności pozbawiona goryczy. Ewentualną nutkę goryczy można zakamuflować wspomnianym wyżej octem. Natomiast osobom preferującym gorzki smak polecam wystawić cykorię na światło słoneczne albo popić cykorię miętą. Wasze kubki smakowe będą wiwatować, zapewniam.

Czym należy kierować się przy wyborze cykorii?

No cóż w tym przypadku nie liczy się wielkość, a ścisłość główek - dobrze zamknięte świadczą o świeżości i jest większa szansa na to, że podczas krojenia krążki zachowają swój kształt. Taaak, te soczyste, kruche krążki, mniam! Im świeższa cykoria tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie gorzka. Starajmy się więc wybierać te główki, które mają jasną podstawę, listki ściśle do siebie przylegające i pozbawione przebarwień. Kolor: jasnożółty, aczkolwiek nieraz i nie dwa trafiała mi się słodka cykoria o zielonych listkach.

Dlaczego cykoria gorzknieje?

Jeśli mieliście pecha i trafiliście na gorzką cykorię, oznacza to, że:
1) cykoria miała dłuższy kontakt ze światłem i zgorzkniała.
Należy pamiętać, że cykoria cierpi na światłowstręt, a jakby tego było mało należy do grupy niezwykle mściwych i pamiętliwych warzyw: wystarczy, że raz ją wystawicie na dłuższe działanie światła słonecznego, a już nigdy Wam tego nie wybaczy. Zacznie planować zemstę i w międzyczasie stanie się zgorzkniałą starą panną. Więc jeśli chcecie, by cykoria nadal była słodką kruszynką, trzymajcie ją w ciemnej piwnicy.
2) najzwyczajniej w świecie cykoria się zestarzała, ot co.
Cykorio nadchodzę!

Lubisz gotować i kochasz świat w rozmiarze mini? Jeśli tak, to mam dla Ciebie nowe hobby:  

Miniaturowe gotowanie w miniaturowej kuchni

Wszystko co małe jest takie urocze, nieprawdaż? A jak małe to pewnie i nieskomplikowane? Nic bardziej mylnego! Jeśli chodzi o miniaturowe gotowanie trzeba wykazać się nie tylko dużą dozą cierpliwości, ale i nadzwyczajną precyzją. Zdecydowanie jest to hobby dla osób wytrwałych i lubiących prace manualne. Jeśli jesteś więc fanem robótek ręcznych, spokojnie możesz upichcić coś miniaturowego. Jednak wszyscy ci, którzy tak jak ja dostają wścieku, próbując nawlec igłę, odpadają już na samym wstępie. My możemy być co najwyżej obserwatorami. Taka karma. 
Miniaturowe gotowanie to hobby wymagające naprawdę dużych pokładów cierpliwości, zwłaszcza przy co bardziej skomplikowanych potrawach, gdzie w rolę wchodzi dekorowanie. Brrrr. Myślę, że osoby, które malują figurki też mogłyby się tu odnaleźć. Ktoś, kto potrafi namalować oczy 15 milimetrowemu wojownikowi, da sobie radę z krojeniem mini plastra łososia, nie demolując niczego po drodze.
Podsumowując, uważam że miniaturowe gotowanie może być niezwykle interesującą formą spędzania wolnego czasu. Trzeba też przyznać, że oglądanie jak ktoś robi to za nas jest również bardzo satysfakcjonujące. Że też im się chce!
Poniżej zamieszczam przykładowy filmik oraz listę najpopularniejszych kanałów na YouTube, poświęconych miniaturowemu gotowaniu. Jakby ktoś jeszcze coś znalazł, proszę o linka w komentarzu.

Film użytkownika minimumtrip -Miniature Station-
 

Sześć najpopularniejszych kanałów na YouTube o kawaii cooking:
1. minimumtrip -Miniature Station-
2. Miniature Cusina
3. Miniature Space
4. AAAjoken
5. AkameruKawaii
6. Pocket Resort

Kuchenka na świeczkę, piecyk, lodówka, spieniacz do mleka jako mikser, miniaturowe akcesoria kuchenne, robot kelner - pomysłów na wyposażenie minikuchni jak widać nie brakuje. Oczywiście wszystko można kupić w gotowym zestawie lub stopniowo kompletować samemu. Część rzeczy można zrobić własnoręcznie (np. meble i dekoracje) lub wykorzystać do tego półprodukty. I w tym momencie przyjęcie dla lalek nabiera nowego znaczenia. Może nawet dam się zaprosić na herbatkę z misiem i panną Dorą?

  Bo to jest takie kawaii!



Drodzy Czytelnicy, mili Goście! Witam Was szyderstycznie w Krainie Rozkosznych Podniebień. Nauczymy się dzisiaj jak przyrządzić karmelizowaną cykorię z kolendrą, lodami miętowymi i musem łososiowym w sosie czekoladowo-kawowym. Oczywiście wszystko spryskane delikatną mgiełką cytrusowo-fiołkową.
Stop!
Wybaczcie, ale nie jestem wyznawcą zasady "w żołądku i tak ciemno". Dla mnie danie musi być smaczne, ale też proste i pozbawione niezidentyfikowanych składników. I nie zgadzam się na żadne związki warzywno-owocowe. Ponadto wykrzykuje swoje barbarzyńskie NIE dla wszelkich połączeń słono-słodkich. Brr kaczka nadziewana morelami. Niestety stety jestem prostakiem kulinarnym. Aczkolwiek jeśli chodzi o proste potrawy to prawdziwy ze mnie koneser. Co więcej? Lubię wiedzieć i widzieć co jem. Nie zjem niczego co ma dziwną konsystencję, niezbyt ładnie pachnie bądź po prostu nieapetycznie wygląda. Moje motto smakosza najwyraźniej podziela moje obawy.

Jeśli coś wygląda jak breja, zazwyczaj też tak smakuje.

Naprawdę głębokie… Cóż, nie przynudzam zatem i zapraszam wszystkich zainteresowanych do gotowania ze Scofferchefem!

Popularne Posty

Translate

O mnie

Moje zdjęcie
Mam własną łyżeczkę, wiesz?
Obsługiwane przez usługę Blogger.