Scofferchef w sposób oczywisty nawiązuje do Masterchefa, z tą jednak różnicą, że wychwala pod niebiosa proste i niekoniecznie zdrowe potrawy. Przepisy są sprawdzone i autor faktycznie je poleca. Jednakże gotowanie ze Scofferchefem pełne jest ironii i kpiny z co bardziej udziwnionych potraw. Blog adresowany jest też do osób poszukujących ciekawych informacji kulinarnych z kraju i ze świata.

Strony

niedziela, 17 lipca 2016

Chrupiące pianki w polewie czekoladowo-krówkowej

Cukrzykom i osobom na diecie stanowczo odradzam dalszego czytania. Przepis udostępniam tylko tym szczęśliwcom, którzy mogą jeść co chcą, kiedy chcą i jak chcą. I czynią to z wielką radością. 
Drodzy miłośnicy cukru! Metodą prób i błędów udało mi się uzyskać najbardziej słodki deser wszechczasów, którego konsystencja zadowoli nawet najbardziej niezdecydowaną osobę. Od spodu znajduje się krucha, dobrze przypieczona czekolada; w środku zaś rozlewa się miękka i jednocześnie ciągnąca masa, która w trakcie żucia cudownie twardnieje niczym najlepsza beza; natomiast na samym wierzchu znajduje się twarda, dobrze przypieczona piankowa skorupa, dzięki której możemy zrobić klasyczne CHRUP!

A oto i moje tajemnicze składniki:
- marshmallows o smaku waniliowym, truskawkowo-waniliowym i owocowo-waniliowym;
- polewy o smaku mlecznej i białej czekolady oraz o smaku krówki. 


Zaczynamy od przygotowania polewy, czyli standardowo wrzucamy opakowanie z polewą(w tym wypadku: sztuk trzy) do garnka z gorącą wodą i czekamy aż wszystko się rozpuści. W międzyczasie próbujemy wszystkich pianek i staramy się wyczuć inny smak niż waniliowy. Gdy już dojdziemy do wniosku, że wszystkie pianki smakują tak samo, wyjmujemy polewy. W przeciwnym razie czekamy jeszcze 5 minut.
Gotowi? No to lejemy!


Gdy już mamy trochę tego i tamtego, trochę tu i trochę tam - kończymy polewowe szaleństwo (trzy saszetki powinny nam spokojnie starczyć na 9 razy, więc nie lejcie za dużo za pierwszym razem).
Następie układamy pianki tak, by smerf Maruda wąchał stopy Ważniakowi, a Śpioch opierał się nosem o inną piankę. To bardzo ważne! Pamiętaj, by się nie pomylić. I staraj się upchnąć jak najwięcej pianek, im więcej tym lepiej.


Gdy już porobiliśmy odpowiednią ilość zdjęć, wrzucamy nasze dzieło kulinarne do kombiwaru*. Temperaturę ustawiamy na chybił trafił z zakresu od 180 do 250°C i pieczemy do momentu uzyskania przez pianki zadowalającego nas koloru. Moim zdaniem najsmaczniejsze są mocno przypieczone.
* Nie posiadam piecyka ani mikrofali, więc wszystko co mam do upieczenia/podgrzania wrzucam do kombiwaru.


I gotowe! Zajadajcie, póki gorące. Jak polewa ostygnie, niestety nie będzie już tak smaczna i w dodatku trzeba ją będzie zeskrobywać. Tak więc, łyżeczki w dłonie i do boju!

BON APPÉTIT!
Dietetyk płakał jak to czytał.
Zdjęcia osobiście wykonał Scoffer, tym razem pożyczonym aparatem.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Popularne Posty

Translate

O mnie

Moje zdjęcie
Mam własną łyżeczkę, wiesz?
Obsługiwane przez usługę Blogger.